Świadectwa z rekolekcji "Pustynia w mieście"

 


 

ŚWIADECTWA Z REKOLEKCJI "PUSTYNIA W MIEŚCIE"

GRUDZIEŃ 2018 - STYCZEŃ 2019

 


Bóg czasem działa nieoczekiwanie... i daje więcej, niż można się spodziewać.


     Sylwestra chciałam spędzić w ciszy, ale szukając rekolekcji albo już nie było terminów, albo nie w ciszy, albo za daleko. Gdy znalazłam w internecie informacje o rekolekcjach u Sióstr, to pierwsze co rzuciło mi się w oczy było -pustynia- pustynia... to słowo od dłuższego czasu mnie poruszało. Postanowiłam pojechać. Pierwsze dni rekolekcji były trudne. W głowie miałam pytanie "co ja właściwie tu robię?" Mogłam być na wyjeździe z koleżanką, albo spędzić Sylwestra ze wspólnotą. Czułam się zmęczona.  Zmęczona tym wszystkim z czym przyjechałam.

W trakcie rekolekcji szczególnie urzekła mnie modlitwa z księgi Jeremiasza. "Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem Ci się uwieść" Jr 20,7. Poczułam się jak dziecko przekupione cukierkami... i odkryłam, że codziennie dostaje od Boga kwiaty. Jestem nieustannie obdarowywana Jego dobrocią i łaską. Każde moje działanie, talent jest od Niego i to, że mogę się tym dzielić z innymi jest Jego  łaską. Cóż mogę Mu dać? skoro wpierw On mi dał to, co mam...

     Inne szczególne poruszenie było z księgi Ozeasza (Oz 1, 9) "... bo wy nie jesteście mym ludem, a Ja nie jestem waszym Bogiem" Pierwsza myśl, która się pojawiła to " Miłość nie jest kochana" (św. Franciszka) i ból... który  wiązał się z bezsilnością.  Pragnieniem, aby bliskie mi osoby ujrzały miłość Boga... i były blisko Niego. Żeby się nawróciły. W tej modlitwie Bóg pozwolił mi ujrzeć, że w sytuacjach trudnych- gdy czuje się bezsilna On jest ze mną. Jego dobroć  jest nieskończona i nie musi być dla mnie zrozumiała. Bóg przewyższa wszystko Swoją miłością,  miłosierdziem i dobrocią. On się tym zajmie. On pragnie trzymać mnie za rękę i prowadzić. Pragnie mówić do mojego serca. Pragnie bym była blisko Niego.

    Pragnie wciąż obdarowywac łaską i darami. Pragnie mieć mnie całą.

Chwała Panu!

Agnieszka.

 


"Uwiodłeś mnie Panie a ja pozwoliłem się a ja  się uwieść. Ujarzmiłeś mnie i przemogłeś" /Jr 20,7/

 

 
    Na rekolekcjach byłam 3 raz i jakoś od początku nie miałam chęci tam być pomimio tego że potrzebowałam wyciszenia naładowania baterii. Miałam wielkie opory by  tu  jechać mimo że powiedziałam że będę. Dzień przed rekolekcjami dostałam propozycje innych rekolekcji, o których  marzyłam i gdy chciałam zrezygnować  z tych w Szczytnie nie mogłam coś mi mówiło żebym pojechała mimo wszystko  .To był Bóg, po długich zmaganiach wreszcie  zdecydowałam sie jechać tutaj. Gdy dojechałam do sióstr wiedziałam  że jestem na swoim miejscu. Rekoekcje były oparte na Słowie  Bożym które mocno do mnie mówiło ożywiało ,oczyszczalo ,umacniało  i pokazywało prawde o Bogu o mojej drodze i życiu  Czas rekolekcji też był czasem trudnym, pełnym zmagań i przełamywania się szczególnie  stawiania oporu zniechęceniu, narzekaniu i braku miłości .a takze odkrywania siebie swoich zniewoleń,grzechów, wad, masek. Bo prawda o sobie jest trudna i czasem bardzo bolesna w moim przypadku tak było. Odkryłam też, że czasem czyjaś postawa bardziej przemawia niż najpiękniejsze słowa. Na nowo pokochałam Pismo Świete i pogłebiłam swoją relację z Bogiem. W sumie dużo się we mnie działo mimo, że było mi cieżko. Gdybym miała opisać, co sie we mnie działo nie starczyłoby stron. Na koniec chcę jeszcze dodać, że jadąc na rekolekcje miałam konkretne oczekiwania, ale podczas jednej z konferencji zachęcona przez księdza postanowiłam dać się zaskoczyć i Bóg mnie zaskoczył dając wiecej niż o co prosiłam. Czy żałuję, że spędziłam sylwestra w taki sposób? Nie, bo nie wiem czy w inny sposób bym je tak przeżyła.

Amen. Chwała Panu 

Justyna

 


 

"Słowo Boże jest bowiem żywe i skuteczne..."

Ostatnie rekolekcje sylwestrowo-noworoczne to już moja trzecia "Pustynia w mieście", choć "pustyń"  było w moim sercu wiele.  Wiele też przede mną. Czas tych kilku dni spędzonych w ciszy i milczeniu, bo taki charakter mają te rekolekcje, Pan Bóg  wykorzystał i przyszedł. Bardzo indywidualnie, osobiście.

            Kilka ostatnich miesięcy przed końcem roku było dla mnie stresującym czasem, pełnym smutku i przygnębienia, obciążającym, emocjonalnie i duchowo, z uwagi na nagłą, trudną sytuację rodzinną, która wywołuje bezradność, duchowe cierpienie. Zgłaszając swój udział w rekolekcjach i przygotowując się do nich, robiłam to z dużymi oczekiwaniami wobec tych kilku dni w klasztorze. Bardzo chciałam, by to był czas duchowego i emocjonalnego odpoczynku, wytchnienia, zostawienia choć na chwilę wszystkich codziennych spraw, cudownego doświadczenia Bożej Obecności, ulgi w cierpieniu. W dniu wyjazdu na rekolekcje miały miejsce dwie sytuacje (jedna związana z tą trudną sytuacją rodzinną), dwie rozmowy, które bardzo mocno skupiły na sobie moje myśli i uczucia, co znacznie utrudniało uczestniczenie w pełni w pierwszych dwóch dniach rekolekcji. Trudno było mi wejść w modlitwę, rozważania Słowa Bożego, ale Pan Bóg przyszedł ze swoim Słowem już w pierwszym rozważanym fragmencie ("Pan rzekł: "Przyjrzałem się niedoli mojego ludu w Egipcie, usłyszałem jego krzyk pod biczem nadzorców, znam więc ogrom jego cierpień. Zstąpiłem, by wyzwolić go spod władzy Egiptu i wyprowadzić z tego kraju do ziemi wspaniałej i przestronnej, do krainy płynącej mlekiem i miodem... Wj 3, 7-8). Pan Bóg dał mi usłyszeć, że On zna i widzi moją rodzinną sytuację, że On w niej jest i chce z niej wyprowadzić dobro. Tak bardzo dał mi do zrozumienia, że On się troszczy. Tak wyraźnie powiedział "Zaufaj Mi!". Kolejna konferencja dotyczyła historii Mojżesza, któremu Pan Bóg objawił się w gorejącym krzewie. Mojżesz, zaciekawiony tym niespotykanym zjawiskiem, podchodzi bliżej i słyszy, że ma zdjąć sandały, bo ziemia, na której stoi, jest święta. Po tym następuję dialog Pana Boga z Mojżeszem. Sandały mogą być symbolem codzienności, naszych obowiązków, zadań, zmagań. Pan Bóg zdaje się mówić "Podeszłaś do Mnie bliżej, przyjeżdżając na rekolekcje. Zostaw swoją codzienność, wszystko z czym przyszłaś, bo ten czas jest święty. Wejdź ze mną w dialog. Nie skupiaj się na swoich emocjach i trudach."

            Niedziela była dniem poświęconym Jeremiaszowi. Bóg mówi do proroka "Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię. Zanim przyszedłeś na świat, uświęciłem cię i ustanowiłem prorokiem dla narodów." (Jr 1, 5). Gdy usłyszałam ten fragment, Pan Bóg niemal od razu przypomniał mi wieczór sprzed kilku lat, kiedy pokazał mi konkretne sytuacje z mojego życia, które związane były z pewnym niebezpieczeństwem lub zagrożeniem zdrowia bądź życia, a z których mnie wyciągnął, ochronił. W rozmowie z księdzem rekolekcjonistą, a potem z jedną z sióstr podzieliłam się tą myślą, tym doświadczeniem. Od obu tych osób usłyszałam, że Pan Bóg ma wobec mnie jeszcze jakieś zamiary. Przypomnienie o tej prawdzie jeszcze bardziej mnie w niej utwierdziło i dodało jeszcze większej ufności w Bożą miłość, mądrość i opiekę. Prorok Jeremiasz, pomimo pięknego zapewnienia przez Pana Boga na początku jego powołania o tym, że jest przez Niego chciany i wybrany, co spowodowało, że rozpoczął głoszenie, zaczyna być zły na Boga. Zaczyna być zły na to, że musi świadczyć, że musi o Nim mówić, bo przez to doświadcza prześladowań i cierpień. Żałuje, że dał się uwieść Panu Bogu. A ja? A ja się boję. Boję się mówić o Nim, świadczyć, wyrazić odmienne zdanie, nieść Prawdę, bo nie chce być odrzucona, wyśmiana, osamotniona. A co na to wszystko Pan Bóg? Odpowiedział swoim Słowem: "Jeśli się nawrócisz, Ja zwrócę się do ciebie i będziesz moim sługą. Jeśli dasz z siebie to, co cenne, a nie to, co bezwartościowe, będziesz jakby moimi ustami" Jr 15,19. Słowo Boże zawiera w sobie wiele pocieszenia, nadziei i miłości, ale wzywa także do nawrócenia, w którym Pan Bóg chce udzielać swojej pomocy.    

            Pan Bóg bardzo posługiwał się księdzem rekolekcjonistą. Pierwszego lub drugiego dnia kapłan powiedział, by nie trzymać się swoich oczekiwań, ale by pozwolić Bogu, aby nas zaskoczył. Już sam początek rekolekcji nie był taki, jak chciałam, więc dość szybko musiałam zostawić swój pomysł na przeżycie tego czasu. Pomyślałam sobie: "Dobrze, Panie Boże, zostawiam swoje oczekiwania, a Ty zaskocz mnie, jeśli chcesz." No i zrobił to w sposób bardzo delikatny, czuły, osobisty. Nie było duchowych uniesień, ekstremalnych przeżyć. Ale były fragmenty Pisma Świętego odpowiadające na to, co dzieje się w moim życiu oraz
trzy rozmowy, zupełnie nieplanowane, niespodziewane, piękne i dobre. Jedna z księdzem rekolekcjonistą, druga - z jedną z sióstr, a trzecia - z jedną z uczestniczek rekolekcji tuż przed ich zakończeniem.  Wszystkie zostaną w mojej głowie i sercu. Odkrywam, że Pan Bóg, gdy chce mnie szczególnie obdarzyć i pobłogosławić, daje mi dobre spotkania lub rozmowy. Po czasie widzę, że Pan Bóg zaskoczył mnie, ale jednocześnie odpowiedział na moje oczekiwania, które na początku rekolekcji zostawiłam. Minęło już kilka dni od zakończenia pobytu u sióstr, kiedy piszę to świadectwo. Był to bardzo trudny czas, ale jakże piękny i dobry. Im trudniej, tym lepsze owoce. Mogę go podsumować słowami psalmisty: "Zamieniłeś moją żałobę w taniec, zdjąłeś ze mnie wór pokutny, a przepasałeś radością."
Ps 30, 12

            Ten czas ciszy i milczenia był mi bardzo potrzebny. Kiedy wróciłam do domu po rekolekcjach, od razu uderzyło mnie, ile w mojej codzienności jest hałasu, rozpr0szeń. Moje serce nie chciało do tego wracać, chciało zostać w ciszy i skupieniu. Może tak jest i w Twoim życiu? Pan Bóg jest dobry i czasem sam wyprowadza na pustynię, w czasie której serce doświadcza "suszy i ciemności". Nie bój się tych okresów, pozwól sobie na nie, bądź za nie wdzięczna, bo Pan Bóg przychodzi do nas przez pustynię. Na pustyni mamy przygotowywać ścieżkę dla Niego: zasypywać doliny naszego smutku i przygnębienia, a równać wyżyny naszego egoizmu i pychy (por. Iz 40, 3-4), by On mógł do nas przyjść, wyprowadzić nas na wolność i doprowadzić do Nieba.

Pan Bóg JEST! I jest niesamowicie dobry! Działa! I mówi: "Jesteś dla mnie ważna, bo wyryłem cię na obu Mych dłoniach..."

Milena


"Na rekolekcje zaprosił mnie Jezus.."

 

Tak, mogę tak powiedzieć. A było to tak... Wracałam ze spaceru z przyjaciółką. Przechodziłam koło kościoła i poczułam natchnienie, by zajść na chwilę. Rozmawiałam z Bogiem, pytałam co mam robić, bo teraz mam trudny czas w życiu. Siedziałam i w pewnej chwili takie: Idź przeczytaj wszystkie tablice przed kościołem.  Pomyślałam , no dobra, zaraz pójdę. Potem przynaglenie: No idź. Poszłam, podchodzę do pierwszej tablicy, podnosze wzrok i widzę plakat o rekolekcjach. Temat-pustynia w mieście, rozważanie-słowa Bożego, prowadzi-ksiądz biblista, termin- obejmujacy Sylwestra, cytat-Wyryłem Cię na obu mych dłoniach. Pustynia trochę nawiazuje do mojego przygotowania do  II stopnia rekolekcji oazowych, ostatnio chciałam bardziej porozważać Pismo Święte, prowadzi znawca Bibli,  nie wiedziałam co mam robić w Sylwestra, nawet jakoś bardziej nie planowałam, cytat: Wyryłem... siedzi mi od jakiegoś czasu w głowie - że jestem dla Boga ważna. Pomyślałam: Boże, co Ty kombinujesz? Po przyjeżdzie na rekolekcje zmartwiłam się. Chciałam bardziej otworzyć się na ludzi, pogadać, bo już długo (ponad miesiąc) nie jezdziłam nigdzie. Zastałam rekolekcje w milczeniu, osobne pokoje. Momentami byłam zła. No ale Bóg mnie tam przysłał. Widocznie miał plan. Nie zawsze mogłam się skupić na rozważaniu podanego przez księdza słowa. Czasem mi się nie chciało, bo nic mi Bóg nie mówi, bo tego nie czuję. Ale czytałam. Nad niektórymi fragmentami dłużej rozmyślałam i.. On przyszedł. Rozważając księgę wyjścia, o Mojżeszu: uratowany przez litość przez córkę faraona, Bóg go przyciągnął niespotykanym  zjawiskiem, jakim był niespalający się krzew, Bóg daje mu zadanie, pewną misję, ale Mojżesz mówi, że nie da rady, Bóg  daje mu do pomocy innych ludzi, nie jest on sam, wreszcie: Mojżesz otrzymał misję! Bóg pokazał, że w moim życiu jest podobnie. Być może zostałam uratowana przez litość, bo miałam okres, że chodziłam do kościoła, by zaliczyć niedzielną mszę i tyle, ogólnie słabo było, ale wróciłam do Niego. Tym krzewem była u mnie spełniona, w wakacje na oazowych rekolekcjach, po kilku godzinach prośba i kilka następnych. Było dla mnie zaskoczeniem, że tak szybko coś otrzymałam. Bóg ma dla mnie jakieś zadanie, tak przeczuwam, bo wciąż mi to udowadnia, że daję radę robić coś czego wcześniej bym w życiu nie zrobiła. I daje mi do tego innych ludzi, przyjaciół, którzy mnie wspierają, wspólnotę oazową. W minione wakacje poznałam wiele nowych, wspamiałych osób. Więc nie jestem sama w tym wszystkim. Bóg ma dla mnie jakąś misję, nie wiem... to się jeszcze okaże.

 Zapamiętałam z konferencji, że pustynia jest potrzebna w życiu, że mamy się wyżekać lęku w imię Jezusa Chrystusa, że każdy na chrzcie otrzymał ducha prorockiego, oprócz kapłańskiego i królewskiego. Z księgi proroka Jeremiasza zatrzymał mnie fragment : Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś. Tak, Bóg mnie uwiódł tym, że spełnił moją prośbę. Zobaczyłam jaki On jest super, bo po tej prośbie dużo sytuacji szło po mojej myśli i nawet jak później było ciężko, to ja wciąż "jechałam" na tej radości i energii, że wtedy mi wiele dał. Wciąż tak jest. Siedzi w mojej głowie również to, że Bóg nam nie daje tyle ile nie jesteśmy w stanie unieść. Ważne jest to, żeby przed każdyn działaniem wzywać pomocy Ducha Świętego, jak mówił ksiądz.
Co do fragmentu o wołaniu Jana Chrzciciela na pustyni, by przygotować drogę Panu, to zostały we mnie przy czytaniu dwa słowa - na pustyni. Siedziałam z tym i przyszły myśli i obraz. Na pustyni nie ma nic, czasem jakies suche rośliny i... kaktusy. Pustynia to nasze smutne, ciemne dni, cierpienia, depresje. Idziemy przez tą pustynię, nie mamy juz sił i zauważamy kaktusa - moment w życiu do zastanowienia. Jego kolce to nasze zranienia, problemy, gdy je zauważymy i zaczniemy z nimi walczyć, to dostaniemy się do wody, która jest w środku kaktusa. Walczyć mamy z Chrystusem, przykładać swoje rany do Jego ran i oddawać Mu swoje cierpienia, a On je uleczy. Da nam siłę, by iść dalej i rozwiązywać kolejne trudności. W końcu dojdziemy do zielonej krainy, gdzie nie ma już pustyni. Są zielone pastwiska i owczarnia  Chrystusowa. Nawiązuje to do mojej pustyni w życiu i daje nadzieję na lepsze dni.
Nie rozumiałam, dlaczego Bóg chciał mnie na tych rekolekcjach, ale już wiem. Pokazał mi, że moje życie ma sens, że ma dla  mnie jakąś misję i nie jestem w niej sama, że z pustyni można wyjść z Nim. Zrobiłam też kolejny krok w moim życiu, pierwszy raz mówiłam świadectwo z ambony do mikrofonu, w życiu bym tego wcześniej nie zrobiła. Bóg mnie do tego powoli przygotowywał,  zawyża mi poprzeczkę.
Chwała Panu! On naprawdę przychodzi i działa!
Zuzanna 


 

ŚWIADECTWA Z REKOLEKCJI "PUSTYNIA W MIEŚCIE"

CZERWIEC 2018

 


 

"Czas Miłości"

Druga część rekolekcji "Pustyni w mieście" oparta była na "Pieśni nad Pieśniami", czyli na pieśni najpiękniejszej z pieśni. Cyprian Kamil Norwid napisał: "Cóż wiesz o pięknem?...Kształtem jest miłości". By odkryć piękno, piękno miłości potrzeba słuchania. Potrzeba słuchania w ciszy, milczeniu. Dlatego wybrałam te rekolekcje, by trwać przy Tym, który jest Miłością. Spotkanie z Nim jest wchodzeniem w Jego świat, ale także nieustanną nauką uważnego słuchania Słowa, które ciągle poszukuje dostępu do naszego serca. "Tylko serce widzi Słowo"- pisze św. Augustyn. Jednak często by usłyszeć Słowo, musimy prosić Boga by odebrał nam mowę, jak odebrał Zachariaszowi, ilekroć zagłuszamy słuchanie naszym mówieniem.

Podczas modlitw przed rekolekcjami czułam, że będzie to szczególny, wyjątkowy czas. Czas miłości, trwania z Najwyższą Miłością pod czujnym okiem Maryi. Czas uczenia się miłości, pokory i zasłuchania od Tej, która była od samego początku poddana Słowu. Tuż przed wyjazdem, wchodząc do pomieszczenia z bankomatem zobaczyłam pozostawiony tam obrazek z wizerunkiem Maryi. Wtedy wiedziałam, że jadę przeżyć ten czas pod Jej opieką- Tej, która jest Cała Piękna. Właśnie w "Pieśni nad Pieśniami" znajdują się słowa: "Cała piękna jesteś, przyjaciółko moja...oczarowałaś me serce...". Wśród tylu pięknych istot jest istota najpiękniejsza- Miriam z Nazaretu. Jej piękno napawa radością, chce się przy niej być i żyć. Historia tej jakże zwykłej dziewczyny z Nazaretu przekonuje, że człowiek, który przyjmuje do siebie odwieczne słowo Boga, kołysze je w sercu, poznaje serce Boga w słowach Boga. (por. Grzegorz Wielki), taki człowiek cały staje się przeniknięty pięknem Boga. Maryja widziała, jak słowo Boga wydobywa z Niej pierwotne piękno, zamierzone przez Stwórcę i przekonywała się coraz bardziej, że cała podoba się Bogu.

Zagłębiając się w słowa "Pieśni nad Pieśniami" odkrywam, że Jezus chce pokazać mi moje piękno, że On tego piękna pragnie, a jednocześnie ja zachwycam się Jego pięknem. Pojawia się tęsknota za Tym, który jest Pełnią. On pragnie by adorować Go w mieszkaniu własnego życia, bowiem "Bóg nie jest związany z kamieniami, wiąże się natomiast z żywymi ludźmi". Za każdym razem, gdy zamykamy usta przed Pismem Świętym, dajemy świadectwo, że moc zbawcza jest w Jego Słowie, a nie w ludzkiej mowie. Dlatego przed każdym otworzeniem Pisma Świętego rodzi się pytanie: czy jestem gotowa otworzyć się na Słowo, poddać się mu i pozwolić by to ono "opanowało" mnie? Nie jest to łatwe, ale najczęściej to co piękne rodzi się w trudnościach. Maryja przychodzi z pomocą w rozumieniu Słów Najwyższego. Ona, gdy usłyszała pozdrowienie anioła: "Rozważała, co by miało znaczyć to pozdrowienie..." (Łk 1, 29). To jest najważniejsze: czytać i słuchać co On mówi. Dociekliwie pytać jak Maryja, co ma znaczyć dane Słowo skierowane do nas. Im bardziej słuchamy Jego Słów, im bardziej pięknieje nasze wnętrze, stajemy się prawdziwie piękni.

Tak jak Oblubienica jest zachwycona i zapatrzona w swojego Oblubieńca, tak ja mogę powtórzyć słowa z książki Tomasza à Kempisa: "Niech sobie drudzy szukają zamiast Ciebie czego innego, cokolwiek zechcą; mnie natomiast nic innego się nie podoba, ani nie spodoba poza Tobą, Boże mój, nadziejo moja, zbawienie wieczne!". 

Czas rekolekcji był dla mnie bardzo wyjątkowy, zaplanowany idealnie przez Najwyższego. Pokazał doskonale, że Jego Serce i Serce Maryi wie najlepiej, czego nam w danym czasie potrzeba. Zapraszając mnie do wyjątkowej relacji z Nim samym, pokazywał jakie są moje prawdziwe pragnienia. Nie zostawił mnie samej sobie z myślami, które gromadziły się od dłuższego czasu w sercu i głowie, gdyż On doskonale wie, że w relacji z Nim, nic nie robi się samemu. Sam Jezus jest doskonałym towarzyszem w codziennych wędrówkach przez życie. Ten czas rekolekcji pozwolił mi na oderwanie się od codzienności, zatrzymanie się i głębsze odkrycie moich prawdziwych pragnień. Doskonale pasują tu słowa wypowiedziane przez księdza, że w świecie Pana Boga jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o miłość. Tak! O miłość Jego do mnie, a moją do Niego. "Uwiodłeś mnie Panie, a ja pozwoliłam się uwieść!".

 "Weź mnie za rękę i pobiegnijmy razem! Tyś moim Królem, prowadź mnie do Twych komnat!"

 Chwała Panu!!!

 

 

 


 

 

ŚWIADECTWA Z REKOLEKCJI "PUSTYNIA W MIEŚCIE"

GRUDZEIŃ 2017 / STYCZEŃ 2018

 

 


 

 

Rekolekcje na pustyni...


Rekolekcje na pustyni to było dla mnie miejsce spotkania przede wszystkim z Panem Bogiem ale też z samą sobą. Nie były to moje pierwsze rekolekcje w milczeniu i wbrew temu co można sądzić nie są to warunki tylko dla wybrańców. Pan Bóg chce mówić do każdego i szuka każdego a w ciszy w końcu jest szansa żeby GO usłyszeć. W czasie tej pustyni zobaczyłam, że dobro, każde dobro które jest w moim życiu jest od Niego, że jest obecny i był obecny, że prowadzi i troszczy się o mnie. I że tęskni, tęskni za każdym z nas tak samo mocno. Spotkanie z Nim wyzwala to czego wszyscy szukamy - prawdziwe szczęście, pokój serca i radość. Tego doświadczyłam i doświadczam nadal w moim życiu. Pan Bóg uczy mnie miłości, także do siebie samej. Podnosi z kolan i chce być blisko, na równi. Zaprasza do rozmowy. Jeśli chcesz nauczyć się kochać, poznać lepiej siebie to nie ma lepszego miejsca, bo tego może nauczyć tylko Prawdziwa i Jedyna Miłość - sam BÓG. Miłości tej nie da się zatrzymać tylko dla siebie ale ta miłość domaga się tego aby się nią dzielić, mówić o niej i rozdawać ją. W konsekwencji pustynia tak jak i moje życie rozkwita Jego miłością i naprawdę można to przeżyć i poczuć. Pan Bóg czeka...

Poznałam też tutaj cudownych ludzi bo milczenie okazuje się zbliża :) Piękne kobiety, które jak się okazało podczas dzielenia Pan Bóg pięknie prowadzi. Z których świadectw dowiedziałam się też wiele o sobie i doświadczyłam jak bardzo Pan Bóg mówi do mnie przez ludzi których stawia mi na drodze, których słowa wlały w moje serce wielki pokój,  radość i światło.
Chwała Panu !!!

P.s. A Siostry są the best :)

Ola



"Piękno ciszy i pustyni duchowej"
"Dlatego chce ją przynęcić  i na pustynię wyprowadzić i mówić jej do serca" /Oz2,16/

 

 

O rekolekcjach pt ,,Pustynia w mieście '' dowiedziałam się przypadkiem dzięki pewnej siostrze .Nie planowałam na rekolekcjach być gdyż miałam inne plany. Jednak gdy zobaczyłam ich  temat zrezygnowałam z innych planów i pojechałam do Szczytna. Przed wyjazdem miałam ogromne opory i dużą walkę by pojechać, ale mimo wszystko Bóg mi pomógł i pojechałam. Nie były to łatwe rekolekcje ponieważ trzeba było zachować milczenie, bardzo ciężko mi było je zachować. Jednakże Boża moc była ze mną i pomogła mi wytrwać. Gdy powoli wchodziłam w atmosferę milczenia odkryłam jej piękno,a także jak wiele Bóg do mnie mówi. Odkryłam też, że w ciszy Bóg mówi najpiękniej, że pustynia to czas odkrycia siebie, swojej drogi, to czas nawiązania głębszej relacji z Bogiem. Podczas tych rekolekcji Bóg mówił do mnie na różny sposób przez słowo Boże, przez siostry, rekolektantki, przez księdza a także przez wewnętrzne natchnienia. Czas rekolekcji był też czasem trudnym, pełnym duchowej walki która dzięki Bożej pomocy wygrałam. Dzięki tym rekolekcjom umocniłam się w powołaniu i na nowo pogłębiłam relacje z Bogiem, i pokochałam Pismo św. Na koniec chciałabym zachęcić wszystkich do wzięcia udziału w rekolekcjach w milczeniu. Bo naprawdę Bóg wiele w ciszy do nas mówi wystarczy posłuchać. Chwała Panu za ten czas. Amen

Justyna


 

"Jezu, Ty się tym zajmij"


W każdym roku staram się zaplanować tak swój czas, by przynajmniej raz uczestniczyć w rekolekcjach organizowanych w jakimś zgromadzeniu zakonnym. W lipcu miałam brać udział w rekolekcjach u ss. Benedyktynek, jednak z pewnych przyczyn nie zostały zorganizowane. Kilka miesięcy później zaczęłam się zastanawiać, gdzie spędzić sylwestra. Dwa razy spędziłam go na rekolekcjach u ss. Terezjanek. Tym razem też tak miało być. Wysłałam zgłoszenie, jednak przez cały czas czułam, że Jezus chce mnie zupełnie w innym miejscu. Powiedziałam więc: "Jezu, Ty się tym zajmij" . Wiedziałam, że On to zaplanuje w najlepszy dla mnie sposób. Kilka dni później, podczas przeglądania w Internecie żeńskich zgromadzeń zakonnych o charyzmacie franciszkańskim, natknęłam się na stronę Sióstr Klarysek Kapucynek. Przeglądając stronę zauważyłam plakat informujący o rekolekcjach: "Pustynia w mieście" i słowa: "(...) chcę cię przynęcić, na pustynię cię wyprowadzić i mówić ci do serca." (Oz 2,16). Tak bardzo to do mnie trafiło, że postanowiłam wysłać do sióstr swoje zgłoszenie. Gdy w odpowiedzi otrzymałam plan każdego rekolekcyjnego dnia muszę przyznać, że się przestraszyłam i powiedziałam: Jezu, ale Ty masz poczucie humoru. Ja i takie rekolekcje? Chyba sobie żartujesz. Ale skoro chcesz, pojadę.

Czułam pokój w sercu, ale mimo wszystko wahałam się czy tam jechać. Wiedziałam jednak, że jak Jezus coś dla mnie zaplanuje, to nie będę potrafiła z tego zrezygnować. Przypomniały mi się także słowa z lekcji z nowicjatem, by nie przeżywać tego co będzie, a zamartwianie się jest wchodzeniem w miejsce Pana Boga. On wie co z nami będzie, więc nie musimy się o to martwić. Tak więc udałam się na te rekolekcje, zdając się zupełnie na Najwyższego.

Pojechałam na te rekolekcje, dlatego, że potrzebowałam ciszy i spokoju. Zatrzymania się i oderwania od zabieganego, pełnego hałasu świata. Ale pojechałam też, by wsłuchać się w głos Boga i w tej ciszy na spokojnie zastanowić się nad swoim powołaniem. Będąc już u sióstr dowiedziałam się, że będą to rekolekcje w ciszy. W pierwszym momencie było to dla mnie zaskoczeniem, ale z drugiej strony ucieszyło mnie to. Od tamtej pory zaczął się czas pustyni. A ten czas, wyciąga człowieka z grzechu i prowadzi do bliskości z Bogiem. Tak jak Mojżesz zmierzał ku górze Boga, zwanej Horeb i z ciekawości podszedł do niezwykłego zjawiska, tak też było w moim przypadku. Klasztor sióstr znajdujący się w najwyższym punkcie położenia stał się moją górą Horeb. A nieświadome zainteresowanie wprowadziło mnie w doświadczenie, które wprowadziło coś w moje życie, tak jak doświadczenie Mojżesza. Bóg wkraczający w życie człowieka jako Ogień, ale nie spalający całkowicie cierni, czyli naszego grzechu. Ogrzewa nasze serce swoją Miłością. Wzywa nas do siebie, zachęca, ale jednocześnie trzyma na dystans by uświadomić nam że jesteśmy grzeszni i to właśnie grzech nie pozwala być najbliżej Niego. Bóg jest miłością, ostatecznym oparciem dla wszystkim wartości i tylko On daje ostateczny sens naszej ludzkiej egzystencji. W Nim i tylko w Nim wszystkie wartości mają swe pierwsze źródło i ostateczne spełnienie; w Nim jest "Alfa i Omega, Początek i Koniec" (Ap 21, 6).

Młodość otwiera przed każdym różne perspektywy, zadaje nam projekt całego życia. Pojawia się więc pytanie, o dobro i zło. Jesteśmy obrazem i podobieństwem Boga poprzez sam akt stworzenia. To właśnie sprawia, że stawiamy takie pytania, i musimy je stawiać. One wszystkie świadczą o tym, jak bardzo człowiek nie może siebie pojąć bez Boga- i nie może siebie "urzeczywistnić" bez Boga. Chrystus nie jest tylko "nauczycielem dobrym", który wskazuje drogi życia na ziemi...On jest świadkiem tych ostatecznych przeznaczeń, jakie człowiek ma w Bogu samym.

Mimo, że początek rekolekcji był dla mnie trudny to szybko Jezus dał mi poznać, że ta pustynia nie miała na celu spustoszenia, lecz rozpalenia na nowo miłości. Słowa: "Dlatego oto Ja zwabię ją i wyprowadzę na pustynię by przemówić do jej serca"- są językiem miłości. On oczekuje odpowiedzi na Jego miłość, ale jednocześnie chce naszej wolności. Słowa "Poślubię cię..." występujące 3 razy oznacza coś pewnego. Liczba 3 w biblii wskazuje na doskonałość i pełnię.

W niedzielę po Koronce do Bożego Miłosierdzia, po odśpiewaniu słów: : "O, Krwi i Wodo, któraś wypłynęła z Najświętszego Serca Jezusowego jako Zdrój miłosierdzia dla nas, ufamy Tobie"- poczułam wielką miłość Jezusa do mnie, która mnie tak bardzo przynagla. Miłość do której głoszenia jestem wezwana, jest miłością jednającą, wypływającą z serca ukrzyżowanego Zbawiciela. Jeszcze większa radość ogarnęła moje serce, ponieważ związanie się Chrystusem jest źródłem prawdziwej radości, radości wewnętrznej. Radości jakiej nie może dać świat i jakiej- jak On sam przepowiedział swoim uczniom- nikt nie będzie mógł nam odebrać (por. J 16, 22) także w świecie.

Jezus jest przyjacielem wymagającym, który wytycza wzniosłe cele, nakazuje zapomnieć o sobie, aby wyjść Mu naprzeciw i złożyć w Jego ręce całe swoje życie: "kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je" (Mk 8,35). Propozycja niby trudna, a może też budząca lęk. W moim jednak przypadku dająca pokój i niosąca ogromną radość.

Na Adoracji Najświętszego Sakramentu odkrywałam to, czego chce ode mnie Najwyższy. W trakcie przypomniało mi się, że mam w pokoju pewną książkę. Wyszłam więc po nią i po jakimś czasie wróciłam przed Najświętszy Sakrament. Otwierając ją trafiłam na słowa: "Musisz się stać pokornym dla Chrystusa, jeżeli chcesz wieść życie zakonne", a następnie: "Gdybyś wszystko widział jak na dłoni, cóż by to było, jeśli nie marne widziadło? Wznieś swe oczy ku Bogu na niebiosach i przepraszaj Go za swoje grzechy i niedbalstwa. Zostaw marność marnym, a sam bacz na to, co Ci Bóg rozkazuje. Zamknij drzwi swoje za sobą i zaproś do siebie Jezusa, Ukochanego swego. Z Nim pozostań w celi, bo gdzie indziej nie znajdziesz takiego spokoju".

Rozpoczynając Nowy Rok z Jezusem Mszą Świętą, a jednocześnie słysząc hałas z zewnątrz czułam ogromną radość z tego, że nie jestem tam, lecz z Chrystusem. To mi pozwoliło jeszcze pełniej zrozumieć, że pragnę życia blisko Jezusa, życia cichego.. ukrytego w Nim. Bo nie świat, lecz On daje mi prawdziwą radość.

Kasia